poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 3
Hermionę rano obudził Groszek. Przyniósł jej śniadanie, a gdy stawiał tacę, obudziła się. Skrzat zaraz chciał się ukarać tym, że narobił tyle hałasu i że ją obudził, ale ona mu kategorycznie zabroniła. Zaczął jej dziękować, kłaniając się na kolana. Po dziesięciu minutach tego "przedstawienia", teleportował się do kuchni.
Nastolatka odetchnęła głęboko i rozejrzała się dookoła, zatrzymując wzrok na oknie. Dziś nie było tak ładnie jak wczoraj. Padał deszcz, wiał porywisty wiatr i z pewnością było bardzo zimno. Dziewczyna szybko zjadła śniadanie (tosty z miodem, herbatę i dwa ciasteczka zbożowe z czekoladą) i poszła do łazienki. Po krótkim, lecz gorącym prysznicu, wybrała odpowiednie ciuchy z garderoby i ubrała się. Miała na sobie białą koszulę w czarne serduszka, na długi rękaw, jeansy (w które wpuściła koszulę), różowy sweterek i czarne snieckearsy. Na prawej ręce miała złotą bransoletkę.
Włosy zostawiła rozpuszczone oraz próbowała zrobić sobie lekki makijaż. Nigdy wcześniej nie próbowała się malować, więc to był jej pierwszy raz. Dopiero po kilku próbach, udało jej się osiągnąć zamierzony efekt. Jej oczy były podkreślone czarną kredką i tuszem do rzęs, a usta jasnoróżową szminką. Wyglądała naprawdę ładnie.
Z wielkim zniecierpliwieniem czekała na godzinę czternastą. Wtedy miał się odbyć obiad, na którym miała zostać przedstawiona jako Hermiona Riddle. Bała się przeokropnie, w końcu niegdyś jej wrogowie, teraz będą jej "przyjaciółmi". Nie wiedziała jak zareagują. Zdawała sobie sprawę z tego, że nadal będą z niej drwić i ją poniżać, ale gdzieś tam w głębi jej duszy, było pragnienie zrozumienia i szacunku. Chciała być wreszcie doceniana przez wszystkich.
Nie wiedziała co ma robić, aby czas jej szybciej zleciał. Nie chciała znów czytać, bo wiedziała, że to bez sensu. Emocje, które się w niej kumulowały, z pewnością by jej na to nie pozwoliły. Obecnie, jedyną rzeczą na jaką miała ochotę, to spacer, jednak nie wiedziała czy jej wolno, a sama nie wyjdzie, bo nie wie jak wyjść z tego domu. Gdy szła pierwszy raz do gabinetu jej ojca, była całkowicie skołowana, a od tych wszystkich zakrętów kręciło jej się w głowie.
Postanowiła wezwać swą matkę za pomocą skrzata, ona na pewno jej pozwoli chociaż trochę się przejść. Natychmiast wezwała Groszka i poprosiła go o sprowadzenie Katriny. Nie minęło dziesięć minut, a kobieta zjawiła się w pokoju nastolatki.
- Coś się stało skarbie ? - zapytała, z czułością patrząc na córkę. Trochę się zaniepokoiła, gdy skrzat przyszedł do niej i powiedział, że Hermiona ją wzywa. Nie wiedziała co się dzieje i jak najszybciej mogła, zaraz się do niej wybrała.
- Chciałabym się przejść, ale za bardzo nie wiem gdzie iść i jak stąd wyjść. No i trochę boję się Śmierciożerców - odpowiedziała, z lekkim niepokojem patrząc na mamę. Blondwłosa kobieta chwilę się zastanowiła. Tom nic jej nie mówił o tym, że nie może wychodzić. Przecież nic się nie stanie, prawda ?
- W sumie to nie jest taki zły pomysł - spojrzała na okno - I deszcz już przestał padać. Możemy się wybrać na spacer po ogrodzie. Co ty na to ?
- Tak !
- Świetnie. Ubierz się, a ja za dziesięc minut do Ciebie przyjdę - mówiąc to, wyszła zamykając za sobą drzwi. Hermiona w podskokach wbiegła do garderoby. Założyła jasnoróżowy płaszczyk, czarną czapkę "smerfetkę", a buty zmieniła na czarne botki na wysokiej koturnie.
Wyszła z garderoby i usiadła na fotelu, czekając na mamę. Nie musiała długo czekać, ponieważ już po trzech minutach, Katrina zjawiła się u niej w sypialni, ubrana w czarny płaszcz. Uśmiechając się, wyszły z pokoju nastolatki. Hermiona z fascynacją rozglądała się po korytarzach. Styl, w jakim urządzone były te pomieszczenia, bardzo jej się podobał. Lubiła takie mroczne klimaty. Ściany były obite czatnym, zdobionym materiałem, a na drewnianej podłodze rozłożony był bordowy dywan. W odstępach między obrazami były złote kinkiety. Nieliczne okna ozdobione były bordowymi zasłonami, które idealnie dopełniały wyglądu korytarzy.
Zeszły po schodach i wyszły na dwór. Deszcz przestał już padać, ale burzowe chmury wciąż unosiły się na niebie i straszyły swoim wyglądem.
Katrina i jej córka ruszyły za dom, gdzie znajdował się ogród. Przeszły po brukowanej ścieżce i przez metalową furteczkę weszły do ogrodu. Wysoki żywopłot, po którym wspinały się czerwone i różowe róże, otaczał ogród. Na środku był klomb. W jego środku był wysoki klon, a dookoła rosły stokrotki. Pod żywopłotem rosły kolorowe kwiatki, które dodawały uroku temu miejscu.
- Jak pięknie - zachwycała się dziewczyna, wąchając zapach kwiatów, który tak uwielbiała.
- Prawda ? Gdy musieliśmy Cię oddać, bardzo nad tym rozpaczałam, tak jak Twój ojciec. Nie okazywał tego tak bardzo jak i starał się być silny. Podarował mi ten ogród. Każdego dnia, kiedy Ciebie nie było obok, zasadzałam tutaj jednego kwiatka - kobieta delikatnie gładziła płatki jednego z kwiatów. Blondynka zauważyła, że po twarzy jej matki spływają łzy. Ten temat z pewnością nie był dla niej łatwy. Podziwiała ją za to, że tak dzielnie mówiła o przeszłości i zwalczała swoje słabości.
Szybko do niej podeszła i mocno ją przytuliła. Katrina zdziwiła się niezmiernie. Nie sądziła, że Hermiona tak szybko jej zaufa. Nigdy by się nie spodziewała, że po dwóch dniach tej znajomości, ona ją tak po prostu przytuli.
- Mamo, nie płacz. Obiecuję, że już nigdy Cię nie opuszczę - wyszeptała blondynka, sama dziwiąc się swoim zachowaniem. Jeszcze nigdy nie zaufała komuś tak szybko i z taką siłą. Nawet zaufanie do Harry'ego i Rona wyrabiała sobie latami, mimo że ją uratowali przed Górskim Trolem. Jednak jej więź z mamą była silniejsza niż myślała.

***

Matka i córka spędziły jeszcze trzy godziny w ogrodzie na szczerych rozmowach i zwierzeniach. Do domu wróciły dopiero gdy zaczął padać deszcz. Całe przemoczone, ale z wielkimi uśmiechami na twarzach, weszły do holu. Była 14:00 i wszyscy zbierali się na obiad, więc ludzi mało nie było.
Starsi Śmierciożercy nie patrzli ze zdziwieniem na młodą, blondwłosą dziewczyną. Wiedzieli oni o córce ich Pana i domyślili się, że to musi być ona. Nie wiedzili tylko, że to będzie ta szlama Granger.
Młodsi byli wręcz zszokowani. Nie wiedzieli kto to jest i skąd się ona tu wzięła. A tym bardziej się zdziwili, że ich Pani całuje tę blondynę w czoło. Przecież oni nie mieli żadnego dziecka, więc kto to jest ? To była dla nich zagadka, która już za kilka minut miała się rozwiązać.
- Poczekaj aż wszyscy wejdą i wtedy wejdziesz z nami - dała jej wskazówki kobieta, zdejmując płaszcz i odwieszając go na wieszak. Dziewczyna pokiwała głową i odwiesiła swój płaszczyk na wieszak obok. Nerwowo poprawiła włosy, sweterek i wygładziła koszulę. Denerwowała się, bo nie wiedziałą jak zareagują inni. I do tego będzie widziała swojego ojca od przeszło dwóch dni. To z pewnością będzie ciekawe popołudnie.
Po jakiś trzech minutach, zjawił się jej ojciec. Kiwnął jej na powitanie. Odwzajemniła gest. Nie spodziewała się jakiegoś czułego powitania, nie po nim. Po tym bezwzględnym człowieku.
Tom z Katriną szli pierwsi, a tuż za nimi dumnie kroczyła Hermiona. Miała wysoko uniesioną głowę i chłodny wyraz twarzy. Przynajmniej miała nadzieję, że jej wyraz twarzy był chłodny. Nie za bardzo umiała takie miny robić. Od zawsze była pogodną i roześmianą dziewczyną i nie powinna tego zmieniać. To właśnie czyniło ją wyjątkową.
Rodzina Riddle zasiadła, a kilka sekund póżniej wstał pan domu.
- Chciałbym Wam przedstawić moją szesnastoletnią córkę Hermionę Katrinę Riddle, niegdyś znaną jako Hermiona Granger.
Wszyscy zbierali szczęki z podłogi - no nie zupełnie wszyscy, Ci najbardziej zaufani wiedzieli o niej od samego początku.
Draco Malfoy patrzył na nią oczami wielkimi jak dwie filiżanki. Coś tam słyszał o córce Czarnego Pana, ale nigdy by nie sądził, że to będzie Granger - nawet w najczerniejszych snach. Przecież ona nawet nie jest do niej podobna. Ma zupełnie inne włosy, oczy. Ale... Może to jest ona ? Ma nawet takie same błyski w oczach, te same rumieńce i te same boskie, malinowe i pełne usta. Malfoy ! Weź ty się ogarnij człowieku ! Właśnie pomyślałeś o tym jakie boskie ma usta Granger ! Chłopak szybko się otrząsnął po tych myślach. Nie mógł tak myśleć o dziewczynie, którą poniżał przez te wszystkie lata. To przecież z niej się wyśmiewał z kumplami, z tych jej zębów, włosów i reszty ciała. Daj spokój chłopie, nie oszukasz siebie. Dobrze wiesz że Ci się podoba. Jego druga część duszy intensywnie dawała sobie znać, jednak on skutecznie ją uciszył. Ona gadała same głupoty.
- Smacznego.
Na stołach pojawiły się posiłki. Nastolatce bardzo to się kojarzyło z Hogwartem. Gdy tylko pomyślała o tym miejscu, zrobiło jej się ciepło na sercu. Hogwart był dla niej jak drugi dom. To tam przeżyła całe swoje życie i to tam miała najlepsze przygody. Teraz nie wyobrażała sobie tego, że mogłaby być zwykłą mugolką, nieznającą takiego miejsca jak Hogwart i takiej cudownej rzeczy jaką jest magia. Ale jednak los chciał, żeby była czarownicą. I to nie byle jaką, bo czystokrwistą. Z pewnością ktoś tam na górze ułożył jej całe życie, każdą sekundę jej życia. Szkoda, że nie mogła wiedzieć, co sam Merlin dla niej przygotował.

***

Posiłek minął zaskakująco szybko dla wszystkich. Mogłoby się wydawać, że dopiero zasiadali do stołu, a już musieli wstawać i porozchodzić się do sypialni czy zająć się czymś innym.
Hermiona z radością opuściła jadalnię. Miała już dosyć tych ukradkowych spojrzeń kierowanych w jej stronę. Nigdy nie lubiła być w centrum zainteresowania i mimo, że zmienił się jej wygląd i rodzice, to jej usposobienie i charakter został ten sam.
Wspięła się po schodach na górę i ruszyła jednym z korytarzy. Już doskonale pamiętała drogę, chociaż przechodziła przez nią dwa razy. Jakoś udało jej się zapamiętać. Ale jak by miała zapomnieć tą drogę, skoro w ciągu jednej godziny nauczyła się dwudziestu dat, wraz z definicjami, na Historię Magii ?
Wszystkie obrazy kłaniały jej się, a ona odwzajemniała gesty. W jej głowie wciąż błądziły zszokowane miny Śmierciożerców. Miała ochotę się tam roześmiać. Wyglądali naprawdę zabawnie.
- Granger, znaczy Riddle, znaczy Hermiona ! - usłyszała ,za sobą, dziewczęcy krzyk. Zdziwiona, odwróciła się i z jeszcze większym zdziwieniem stwierdziła, że w jej stronę biegnie Astoria Greengrass. Jej brew podjechała do góry.
- Coś się stało ? - zapytała blondynka, patrząc na brunetkę, która łapała oddech. Wbiegnięcie po pięćdziesięciu trzech schodach wcale nie jest takie proste.
- Ja chciałam Cię zapytać, czy może zgodzisz się ze mną i Pansy zrobić sobie taki mały babski wieczór. Co roku urządzam taką "imprezę" z nią, a teraz pojawiłaś się ty i czym więcej towarzystwa tym lepiej. To jak, zgadzasz się ? - zapytała panna Greengrass, robiąc cudzysłów przy słowie impreza. Prośba Ślizgonki zdziwiła Hermionę. Nigdy nie sądziła, że będzie na babskiej imprezie z Greengrass i Parkinson. To było naprawdę dziwne.
- Eeee... Jasne - odpowiedziała niepewnie. Nie wiedziała co miała odpowiedzieć. Nie mogła jej odmówić, bo Astoria miała ten szczery uśmiech i słodką minkę, a wykręcić się za bardzo nie mogła, bo nie wiedziała jak. Więc się zgodziła.
- Świetnie ! Do zobaczenia na kolacji ! - pomachała jej, odchodząc do innego korytarza.
- Co tu się właściwie stało ? - zapytała siebie nastolatka, stojąc na środku korytarza. Pokręciła z niedowierzeniem głową i ruszyła dalej, zastanawiając się jak to będzie wyglądać. Pewnie będą gadać o chłopakach i takie tam... Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Nie lubiła rozmawiać o takich sprawach, nawet z przyjaciółką. Strasznie ją to krępowało. Między innymi dlatego, że miała tylko jednego chłopaka w ciągu całego swojego życia i trochę dlatego, że jeszcze nigdy w życiu się nie całowała.
Weszła do swojego pokoju i od razu rzuciła się na łóżko. Leżała tak chwilę, gdy nagle poczuła lizanie po dłoni. Przekręciła głowę i ujrzała Milę. Pogłaskała ją po grzbiecie.
- I co ja mam teraz zrobić Mila ? Pójść, czy nie ?
Kotka miałknęła, kiwając pyszczkiem. To chyba miało znaczyć tak. Westchnęła cicho i zamknęła oczy. Nie wiedziała kiedy, a odpłynęła.

***
Obudziło ją coś mokrego na twarzy. Uchyliła powieki i zobaczyła swojego pupila, któryc namiętnie lizał ją po policzku.
- Mila ! - krzyknęła, siadając i ścierając ślinę z twarzy. Kotka zaczęła skakać po łóżku jak szalona.
- Co w Ciebie wstąpiło ? - spytała jej właścicielka, a tamta wtedy wskazała na zegar wiszący na ścianie. Hermiona prawie dostała zawału. Była za pięć dziewiętnasta. Zerwała się na równe nogi i jednym zaklęciem przyprowadziła swoje ubrania i włosy do ładu i składu. Następnie wyparowała z sypialni. Przebiegła przez korytarze, a potem zbiegła po schodach. Gdy była już na dole, odetchnęła. Trochę się zasapała tym biegiem. Przeczesała palcami włosy i ruszyła w kierunku jadalni. Pamiętaj ! Ignoruj te natarczywe spojrzenia !
Weszła do jadalni i podeszła do swojego miejsca. Usiadła i wzięła się za posiłek. Było dużo lepiej niż na obiedzie. Prawie nikt już się na nią nie patrzył i nie czuła się już tak skrępowana - mogła w spokoju zjeść posiłek.
Nałożyła sobie dwa tosty z dżemem morelowym i kiedy miała zacząć jeść, usiadła obok niej Astoria.
- Hej. "Impreza" zaczyna się o za godzinę. Trzecie drzwi od Twojego pokoju na Twoim piętrze - oznajmiła. Blondynka pokiwała głową i uśmiechnęła się przyjaźnie. Panna Greengrass odwzajemniła gest, wstała i z powrotem usiadła obok Pansy.
- Widzę, że zapoznałaś się już z Astorią - na dźwięk głosu swojej matki, aż podskoczyła.
- Nie strasz. Tak, zapoznałam się z Astorią i nawet zaprosiła mnie Piżama Party - wyznała nastolatka, biorąc do ust tosta.
- Cieszę się, że znalazłaś sobie koleżanki.
Katrina była wręcz podekscytowana. Cieszyła się, że jej córka znalazła sobie koleżanki z którymi będzie rozmawiałą i obcowała. Wątpiła w to, że w szkole jej starzy znajomi będą z nią rozmawiać. Severus jej opowiadał o niej i o jej przyjaciołach. Znała ich więc bardzo dobrze. Doskonale też wiedziała, że Astoria i Pansy to rozważne i mądre dziewczyny i chętnie zaprzyjaźnią się z Hermioną, o ile ona będzie chciała, ale na razie nie wyglądała na taką, która by nie miała ochoty na nowe znajomości.
- Też się cieszę - mruknęła dziewczyna, kończąc drugiego tosta. Popiła to herbatą i wstała z zamiarem wyjścia, ale zatrzymałą ją Katrina.
- Twój ojciec chciał się z Tobą widzieć - powiedziała, a blondynce podskoczył żołądek do gardła. Rozejrzała się po sali. Jej ojca nie było, a to oznaczało, że jest w gabinecie. Bedzie z nim sama. W gabinecie. Będą rozmawiać. O Merlinie !
Przestraszona pokiwała głową i szybko opuściła jadalnię, obserwowana przez jednego z Śmierciożerców.

***
Okej, nie stresuj się. Nie będzie przecież tak źle. Tylko porozmawiacie jak ojciec z córką. Spokojnie... Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Hermiona od dobrych trzech minut stała pod drzwiami gabinetu swojego ojca i bała się zapukać. Wachała się, czy to zrobić czy może uciec i przyjść kiedy indziej. Bała się jak będzie to wyglądać. O czym będą rozmawiać ? O jej ocenach w szkole ? Pff ! Jasne ! Pewnie będzie ją wypytywał o Harry'ego ! O nie ! Nigdy nie wyda swojego przyjaciela !
Po kolejnych dwóch minutach zdecydowała się zaryzykować. Jestem Gryfonką, a Gryfoni nigdy nie tchórzą ! Zapukała. Gdy męski głos, ze środka, oznajmił, że może wejść, poczuła, że nogi ma jak z waty.
Złapała za klamkę i nacisnęła, a drzwi ustąpiły. Weszła do środka i pierwszym co ujrzała, było wielkie, dębowe biurko i mężczyzna za nim siedzący - jej ojciec.
- Chciałeś mnie widzieć - starała się, żeby jej głos brzmiał pewnie, ale nie do końca jej to wyszło. Tom pokiwał głową i ręką wskazał na fotel na przeciwko siebie. Na miękkich nogach, doszła i usiadła. Włożyła w siebie całe swoje siły, żeby się nie przewrócić.
- Chciałem z Tobą porozmawiać o Hogwarcie. Wracasz do szkoły ? - pytanie jej ojca zupełnie ją zdezorientowało. Myślała, że będzię ją wypytywał o Harry'ego albo Zakon Feniksa, a on tym czasem pyta się ją o to czy wraca do Hogwartu. Była zaskoczona.
- Oczywiście, że wracam. Nie mogłabym żeyć bez tej szkoły.
- Tak myślałem. Ale jeśli wracasz, musisz przenieść się do Slytherinu.
Tom w spokoju patrzył na twarz swojej córki i na malujące się na niej emocje. Od zdziwienia po złość. Wiedział, że będzie zła, a nawet wściekła. Nigdy nie lubiła Slytherinu i nie oczekiwał, że będzie skakać z radości. Ale to było najbardziej rozsądne rozwiązanie. Mimo, że tego nie okazuje, kocha ją całym swoim sercem i pragnie jej bezpieczeństwa. Jeśli zostałaby a Gryffindorze byłoby to wielkie ryzyko dla niego i dla niej. Nie mógł do tego dopuścić.
- Dlaczego ?! - krzyknęła, nie rozumiejąc go. Czy on naprawdę chciał zniszczyć jej życie ? Nie dość, że jej przyjaciele za pewne nie będą się do niej odzywać, to teraz chce ją przenieść do tych gadów !
- Dla Twojego bezpieczeństwa. Pozostawiając Cię w Gryffindorze dużo bym ryzykował.
- Nie można znaleść innego rozwiązania ? Na przykład... Zostałabym w Gryffindorze, ale często nocowałabym u Astorii i Pansy i miałabym z nimi zajęcia, co i tak będzie nieuniknione. Proszę ! Nie chcę tam być ! - jej głos był niemalże płaczliwy. Szczenięcymi oczami spojrzała na Toma, a jego serce zadrżało. Katrina robiła dokładnie taką samą minę, gdy czegoś chciała.
Mężczyzna westchnął. Uległ jej, ale jak mogło być inaczej ? Hermiona była jego malutką córeczką, a każdy wie, że córka to Księżniczka Tatusia.
- Już dobrze. Niech będzie tak jak mówisz.
- Tak ! Dziękuję... tato - nad ostatnim słowem poważnie się zastanowiła, ale doszła do wniosku, że jej ojciec zasługuje na chociaż odrobinę ciepła z jej strony.
Tom spojrzał na nią zupełnie zaskoczony. Nie spodziewał się, że nazwie go tatą po tak krótkim czasie. Raczej by tego oczekiwał po jakimś roku, a nie po kilku dniach. To zbiło go z tropu.
- Muszę już iść - oznajmiła nastolatka po którkiej chwili milczenia i wyszła z gabinetu. Zadowolona z siebie ruszyła w kierunku schodów, aby wspiąć się na górę po schodach.
Gdy weszła do korytarza, w którym znajdował się jej pokój, usłyszała głos, który woła jej imię. Pdwróciła się i ujrzała Pansy, która szła w jej stronę. Zmarszczyła brwi.
- Hej. Wiesz... Ja chciałam Cię przeprosić za te wszystkie lata... Mogłabyś mi wybaczyć ? - Parkinson wydawała się być zdenerwowana. Nawet bardzo. Hermionę zbiło to z pantykału. Pansy, która ją przeprasza ? No nieźle...
- Wiesz... Postaram się nie patrzyć wstecz i cieszyć się teraźniejszością. Wybaczam Ci.
- Naprawdę ? Tak się cieszę ! Już dawno chciałam się z Tobą zaprzyjaźnić, ale nie miałam odwagi. Bałam się mojego ojca, który jest bezwzględny.
- Ale teraz już nie musisz się bać. Chodź do mnie, to pogadamy.
Blondynka odwróciła się i wpadła na coś, a raczej na kogoś. Poczuła jak odbija się od twardej klatki piersiowej i jak leci w dół. Nim jednak spotkała się z podłogą, poczuła męskie dłonie w talii. Podniosła wzrok i napotkała zdziwione stalowe tęczówki, które wpatrywały się w nią intensywnie. Poczuła jak rumieńce wpływają na jej policzki. Stanęła o własnych siłach.
- Przepraszam - mruknęła i wyminęła Malfoya, ciągnąc za sobą Pansy, która ledwo powstrzymywała śmiech. Weszły do sypialni Gryfonki, a Parkinson zaczęła się śmiać.
- I z czego się śmiejesz ? - zapytała oskarżycielsko Hermiona, udając oburzenie.
- Z Ciebie - odpowiedziała, między salwami śmiechu, Ślizgonka. Blondynka po chwili do niej dołączyła. Ta sytuacja naprawdę była śmieszna.

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 2
Obudził ją wielki ból głowy, jakby dostała czymś ciężkim. Jęknęła cicho i dotknęła dłonią czoła. Było ono zimne jak lód. Powoli i delikatnie, usiadła. Ból był nie do zniesienia. Otworzyła ociężałe powieki i rozejrzała się po komnacie. W pierwszej chwili nie wiedziała gdzie jest, ale po chwili skojarzyła fakty i wszystkie wspomnienia z wczorajszego wieczoru do niej wróciły. Przypomniała sobie ten tajemniczy liścik, noc na drzewie, spotkanie ze znajomymi, porwanie i swoich biologicznych rodziców. Voldemort jest jej ojcem… Merlinie ! Jak to absurdalnie brzmi ! Hermiona Riddle… To nie brzmi tak źle. Ale Merlinie ! To nie może być prawda ! Ona nie może być JEGO córką ! Ukryła twarz w dłoniach. Chciała płakać, ale nie miała na to siły. Nie miała na nic siły, ani ochoty. Chociaż nie. Wzięłaby gorącą kąpiel. Podniosła głowę i rozejrzała się jeszcze raz. Ściany były czerwone i beżowe, a podłoga ciemna. Na ścianach wisiały białe puste ramki i kilka obrazków. Drzwi i okna były białe. Łoże, którym leżała, było wielkie z piękną pościelą i mnóstwem poduszek. Po dwóch stronach zagłówka były dwie białe szafeczki nocne. Pod jedną ścianą stało białe biurko z, zapewne wygodnym, fotelem. A pod drugą, biała szafka. Całość prezentowała się całkiem nieźle.
Hermiona zwlekła swoje ospałe i ociężałe ciało z łóżka i powlekła się do pierwszych drzwi. Otworzyła je. Ujrzała piękna łazienkę z prysznicem, wanną, toaletą, umywalką i wielkim lustrem. Odetchnęła i poczuła piękny, kwiatowy zapach. Zamknęła za sobą drzwi i zaczęła zdejmować ubrania. Czuła się trochę dziwnie. W końcu była w obcym domu, a zachowywała się jak u siebie nikogo nie pytając o pozwolenie. Chociaż… To prawdopodobnie dom jej rodziców, więc także jej, prawda ?
Odkręciła kurki z gorącą wodą i zaczęła szperać po szafkach, szukając jakiś płynów. W końcu je znalazła w szafce zaraz obok wanny. Było ich mnóstwo. Wzięła o zapachu lawendy i musującą kulkę o tym samym zapachu. Zakręciła kurki, wrzuciła kulę, nalała płynu i weszła do wody. Przymknęła oczy, opierając się o wannę. Było jej naprawdę przyjemnie. Czuła się jak w raju.
Siedziała tak chyba z godzinę. Gdy woda zaczęła się robić chłodnawa, wyszła i owinęła się puszystym, zielonym ręcznikiem. Stanęła przed lustrem i omal nie dostała palpitacji serca.
- Co jest do… - zaczęła, przyglądając się sobie. Wyglądała… Wow. Jej kasztanowe włosy, niegdyś szopa, dziś opadały delikatnymi blond falami, a czekoladowe oczy, stały się lazurowe. Nieliczne piegi zniknęły z jej małego, zgrabnego noska, a cera stała się mleczna. Spojrzała w dół. Zauważyła, że jej piersi są większe, a nogi dłuższe i zgrabniejsze. Jej biodra były bardziej zaokrąglone, a brzuch bardziej płaski. Gdyby była wyższa, spokojnie zostałaby modelką.
- Co tu się dzieje ? – rzuciła pytanie w przestrzeń, nie oczekując odpowiedzi. To wszystko było jakieś chore i nienormalne. Kręcąc z niedowierzeniem głową, wyszła z sypialni i zatrzymała się na jej środku. Nie miała, w co się ubrać. Nie założy swoich starych ubrań, bo są brudne, a w ręczniku nie wyjdzie – prędzej by przyznała się, że lubi Malfoya, niż wyszłaby w tym czymś na korytarz, gdzie zapewne roi się od Śmierciożerców.
Odruchowo spojrzała na drugie drzwi. Przygryzła wargę. Powinna tam wchodzić ? Nie wiedziała. W sumie to drzwi są w jej pokoju (chyba jej), więc może powinna zaryzykować ? Długo się zmagała ze sobą, ale jednak ciekawość wygrała. Powoli podeszła do drzwi i nacisnęła klamkę. Ustąpiły i pozwoliły jej wejść do środka. Gdy weszła, aż zaparło jej dech w piersiach. Nigdy nie wiedziała tylu butów, ubrań i torebek w życiu. Podeszła do jednej z półek i zdjęła wysokie, czarne szpilki. Były cudowne. Podbiegła do innej i zdjęła skórzaną torebkę, która chyba kosztowała z pięćset funtów ! Z powrotem odstawiła ją na miejsce i weszła między wieszaki. Tu było tyle wspaniałych i drogich ubrań (niektórych bała się nawet dotknąć). Nie wiedziała czy powinna sobie jakieś wziąć…, Chociaż to mogą być jej ubrania… Nie wiedziała, co zrobić, ale w końcu zaczęła szukać czegoś dla siebie. Czegoś… takiego swojego. Nie za skąpego, ale nie za długiego. Nagle poczuła chęć założenia sukienki. Nie chodziła w sukienkach, ale czemu by nie założyć sukienki ? Skoro jej życie i tak teraz się wywróciło, to, czemu nie może zmienić siebie ? Jak postanowiła, tak zrobiła. Znalazła piękną dziewczęcą i idealną sukienkę. Była ona jasnoróżowa, przed kolano, na grube ramiączka i z brązowym paskiem w pasie. Do tego założyła czarne, zamszowe balerinki i czarny sweterek, zapinany na złote guziczki. Włosy zostawiła rozpuszczone, lekko je tylko rozczesała.
Wróciła do sypialni i nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Nie wiedziała gdzie ma pójść, czy ktoś do niej przyjdzie. Co miała zrobić ? Najbardziej rozsądnym wyjściem okazało się siedzenie na fotelu przy biurku. Tak też zrobiła. Siedziała chwilę, ale nie wytrzymała. Otworzyła szafkę w meblu i znalazła całe mnóstwo książek. Jej oczy rozbłysły. Mogła sobie być Hermioną Riddle, ale czytać to ona nie przestanie nigdy. Sięgnęła po pierwszą księgę i zachłysnęła się powietrzem. To była jej ulubiona książka ! Duma i uprzedzenie. Uwielbiała to czytać, ale zdziwiła się, że mugolska książka znajduje się w domu czarodzieja czystej krwi. Może rzeczywiście oni są jej rodzicami ?
Zamknęła szafkę, wygodnie się rozsiadła w fotelu i zaczęła czytać. Z każdym słowem coraz bardziej zatapiała się w treść książki. Prawie czuła, co czuli bohaterowie i to, co się tam działo.
Nagle usłyszała lekkie pukanie do drzwi, a po chwili otworzyły się one i weszła ta sama kobieta, która ją przytulała wczoraj – jej matka.
- Obudziłaś się już. Wspaniale ! I widzę, że znalazłaś garderobę – jej wesoły głos, zawitał w sercu Hermiony już na dobre.
- Ja… ja nie wiedziałam czy mogę… i… - zaczęła się jąkać nastolatka, na co kobieta zaśmiała się krótko.
- Hermiono, wszystko w tym pokoju, jak i w domu jest Twoje. Jesteś moją małą córeczką i możesz brać wszystko, co chcesz – jej błyszczące oczy ocieplały serce blondynki, która delikatnie uniosła kąciki ust. Kobieta zamknęła drzwi i wyczarowała sobie drugi fotel, po czym w nim zasiadła.
- Zapewne oczekujesz wyjaśnień – zagadnęła – Otóż nazywam się Katrina Black – Riddle, a moim mężem, a twoim ojcem, jest Tom Marvolo Riddle. Pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Jest naprawdę kochany i opiekuńczy. Nie jest takim, jakim go malują w tych szmatłowcach i jak mówi ten chory szaleniec Dumbledore. Jest zupełnie inny. Odziedziczyłaś po nim charakter. Obserwuję Cię od początku i wiem, że jesteś uparta, zawsze stawiasz na swoim i masz cięty język. Ale jesteś też delikatna i uczuciowa – zupełnie jak Twój ojciec. Po mnie odziedziczyłaś wygląd. Pewnie się zastanawiasz jak to się stało, że jeszcze wczoraj wyglądałaś inaczej. Otóż rzuciłam na Ciebie zaklęcie, żeby Drops się nie zorientował, ze to ty jesteś moją i Toma córką. Zależy mu na Twojej mocy i będzie szedł po trupach żeby ją zdobyć.
- To jest takie nierealne – zaczęła Hermiona – Ale wierzę Ci… mamo – gdy powiedziała słowo mamo, w oczach Katriny pojawiły się łzy, Chwilę potem przytulała swoją małą córeczkę.
- Powinnaś być głodna, w końcu wczoraj jadłaś tylko śniadanie – stwierdziła kobieta – Groszku ! – krzyknęła, a przed nią zmaterializował się skrzat w czarnej muszce w białe groszki.
- Hermiono, to jest Twój prywatny skrzat Groszek. Wiem jak martwisz się o te stworzenia i zapewniam Cię z czystym sercem, że są one u nas traktowane po królewsku – oznajmiła i zwróciła się do skrzata – Groszku, to jest Hermiona, Twoja nowa pani. Proszę przynieś Mionie gorące kakao, kilka gofrów i truskawki – poprosiła, a skrzat zrobił ukłon i teleportował się do kuchni. Po krótkiej chwili pojawił się ze srebrną tacą ze śniadaniem. Odstawił ją na biurko i zniknął.
- Częstuj się kochanie.
Dziewczyna sięgnęła po pierwszego gofra, a po nim były kolejne. Po piętnastu minutach na tacy został pusty talerzyk, pusta miseczka i pusty kubeczek.
- Widzę, że Ci smakowało. To dobrze. Ja teraz muszę już iść, ale później do Ciebie przyjdę. Aha. Mam dla Ciebie mały prezent – oznajmiła i wyszła z pokoju, a po chwili wróciła z małym, białym pudełeczkiem obwiązanym czerwoną wstążką.
- Och, ale nie trzeba było… - Hermiona była zawstydzona. Poniekąd polubiła swoją nową mamę, ale żeby dawać jej prezent ? Tak od razu ?
- Hermionko, to jest Twój prezent na powitanie Cię w nowym domu – powiedziała jej matka, wciskając jej w ręce pakunek. Nastolatka otworzyła wieczko. Jej oczy rozbłysły.
- Och ! – westchnęła. Podniosła małą kuleczkę przed twarz – Jaki ty jesteś śliczny koteczku.
Kot rzeczywiście był piękny. Było to klasyczny syjamski kotek, z oczkami niebieskimi jak dwa koraliki.
- Dam Ci na imię… Mila – zadecydowała nastolatka, tuląc kotka. – Dziękuję mamo – podziękowała rodzicielce i wróciła do tulenia kociątka. Katrina patrzyła na to z rozczuleniem. Kochała swoją córkę bardziej niż to mogłoby się wydawać. A ten szaleniec Drops, nie zdawał sobie z tego sprawy, że ich miłość będzie aż tak wielka. Pewnie myślał, albo nadal myśli, że Hermiona ucieknie, że nie będzie chciała takiej rodziny. Cóż… Bardzo się mylił, lub myli. Mimo, że w głowie dziewczyny panuje kompletny chaos, zaufała swojej mamie. A także trochę ufa Narcyzie Malfoy, która wczoraj jej obiecała, że nie pozwoli jej skrzywdzić.
Pani Riddle niezauważalnie wyszła z pokoju, zostawiając córkę z jej nowym pupilem. Cieszyła się, że dziewczyna jej zaufała. Wiedziała, że nie będzie łatwo i że Hermiona na początku będzie się stawiać – to było nieuniknione. Niemniej jednak troszkę się zdziwiła, gdy ona tak od razu powiedziała do niej mamo. Kobieta wiedziała, że to dla niej trudne. W końcu przez przeszło szesnaście lat miała inną matkę, a teraz nagle okazuje się, że to była zupełnie obca jej kobieta, niezwiązana z nią więzami krwi. Tak samo było z ojcem. Katrina obawiała się relacji Toma i Hermiony. Wiedziała, że łatwo nie będzie – ta dwójka jest bardzo uparta. Nie odpuszczą tak łatwo. Będą z nimi problemy, ale kobieta kocha ich bardzo mocno i postara się, żeby ta dwójka była dla siebie jak ojciec i córka. Ona już się tym zajmie.

***

Po tym jak Hermiona została sama ze swoim pupilem, bawiła się z nim na dywanie, wyczarowała mu miseczki na wodę i jedzenie, posłanie, kuwetę, drapak i kilka zabawek.
Po dwu godzinnej zabawie, kotka zasnęła na łóżku nastolatki, a jej właścicielka miała trochę czasu dla siebie. Sięgnęła więc po czytaną wcześniej książkę i ponownie zatopiła się w jej treści. Jednak po kilku stronach odłożyła ją. Nie potrafiła się skupić. Jej mózg z wolna przetwarzał wszystkie informacje. Jest córką Voldemorta… Ma na nazwisko Riddle… Jest wrogiem Zakonu… Zaraz ! Jej przyjaciele ! Co ona im powie ?! Przecież oni ją znienawidzą ! Uspokój się kretynko ! To Twoi przyjaciele. Harry na pewno zrozumie. Z lekka się uspokoiła, ale panika i strach nadal wypełniały jej ciało i umysł. Nie mogła stracić tak bliskich jej osób. Już wystarczyło, że straciła tych mugoli, którzy byli jej bliscy. Tęskniła za nimi, mimo że się okazało że to nie są jej prawdziwi rodzice. Gdyby straciła przyjaciół, załamałaby się. Mogłaby sobie znaleźć nowych znajomych, ale to nie byłoby to samo. Rona, Harry’ego i Ginny znała od wielu lat. Tej znajomości nie dałoby się zastąpić. Chyba. A jeśli oni jednak by się na nią obrazili i uznali ją za wroga ? Co miałaby zrobić ? Zaprzyjaźnić się ze Ślizgonami ? Taka opcja w ogóle nie wchodzi w grę. Po pierwsze: To są Ślizgoni ! A po drugie: Oni mieliby się z nią zaprzyjaźnić ? Po tylu latach wzajemnej nienawiści ? Wolne sobie. Prędzej ogoli się na łyso, niż zaprzyjaźni się z jakimś uczniem Slytherinu. Ciekawe jak zareaguje Malfoy… Taka myśl pojawiła się w jej głowie. Zainteresowała się tym. W końcu on ją obrażał i wyśmiewał się z niej przez te wszystkie lata. To właśnie przez niego przepłakała tyle nocy. Nie wiedziała dlaczego reagowała tak na jego słowa. Inni mogli ją wyzywać, ale to jego słowa bolały ją najbardziej. Może to miało związek z jej młodzieńczą miłością do niego w wieku jedenastu, dwunastu i trzynastu lat. Później wrzucała sobie, jak mogła zakochać się w takim dupku ? To było niedorzeczne, jednak to było tylko szczenięce zauroczenie – przynajmniej tak jej się wydawało. Wyrzuciła go ze swojej głowy, ale jakaś cząstka tego uczucia w niej pozostała. Czasem się odzywała. Kiedy go widziała, jej ręce wilgotniały, a serce delikatnie przyśpieszało swój rytm. Nie mogła nad tym zapanować i to jej się nie podobało. Nie mogła przecież czegoś czuć do tego dupka, dręczyciela szlam – to by było nieetyczne. Jak by to wyglądało ? Arystokrata i szlama ? Inni by pękli ze śmiechu.
Ale z drugiej strony… Jest czystokrwistą czarownicą. I to jak czystokrwistą. Jej rodzicami są Katrina Black – Riddle i Tom Marvolo Riddle. Może teraz to by miało jakiś większy sens ? O czym ty myślisz dziewczyno ?! Skarciła się w duchu. To nadal pozostaje Twój wróg. Czystość krwi tu nic nie zmienia. Ale muszę przyznać, że te jego niebieskie oczy są cudowne. Ostatniej myśli Hermiona musiała przyznać stu procentową rację. Jego oczy były naprawdę śliczne. Dobra, STOP ! Dosyć tego ! Więcej o nim nie myślę !
Wstała z fotela i rzuciła się na łóżko obok Mili, zamykając oczy i oczyszczając umysł z wszelkich myśli. Tego potrzebowała w tym momencie – oczyszczenia umysły z zbędnych myśli i „rozkmin”, nad zbędnymi sprawami, które nie powinny ją obchodzić.
***
Hejo Misiaki :*
Mamy rozdział 2 :) Nie jest on jakiś mega genialny i nie wiadomo jaki, ale jest. Jestem już w trakcie pisania rozdziału trzeciego. Myślę, że do 20 lipca się wyrobię, ale nic nie obiecuję. Możliwe, że dzisiaj już bym była w połowie, ale idę na imieniny do babci i muszę się dobrze przygotować, bo będzie tam moja ciocia którą ostatnio widziałam w wieku czterech lat, z wzajemnością. Chcę żeby to było wyjątkowe spotkanie :p
Buziaki, Weruu :*

piątek, 10 lipca 2015


Rozdział 1
  Krople deszczu obijały się o szyby w pokoju, gdzie spała brązowowłosa nastolatka. Po chwili dało się słyszeć huk spowodowany burzą, jaka nadciągnęła nad Londyn. Zaczął wiać porywisty wiatr, a ciemne niebo przecinały złote błyskawice. Deszcz zaczął mocniej padać, robiąc dużo hałasu. Dziewczyna poderwała się do góry przy kolejnym uderzeniu pioruna. Jej oddech był szybki i płytki. Po kilku minutach, udało jej się zapanować nad oddechem i mogła przywrócić mu normalne tempo. Potarła dłońmi twarz i spojrzała na zegar. Była 2:03. Opadła na poduszki i nakryła się kołdrą po sam czubek nosa. Zamknęła oczy. Starała się zasnąć, ale minuty mijały, a ona była coraz bardziej rozbudzona, zamiast senna. Dodatkowo fakt, że jest burza, nie pozwalał jej odpłynąć. Odrzuciła kołdrę i wstała z łóżka. Zrzuciła na ramiona czarny sweter, który wisiał na krześle przy biurku i stanęła przed oknem. Otworzyła okiennice i weszła na parapet. Krople wody spadały na jej twarz, orzeźwiając ją i dodatkowo ją rozbudzając. Nastolatka chwyciła gałąź pobliskiego drzewa i przyciągnęła ją do siebie. Stopami odbiła się od parapetu i przeskoczyła grubą i mocną gałąź tego samego drzewa. Trzymając się „liany”, powoli przeszła do konara i usiadła, opierając się plecami. Podciągnęła kolana pod brodę i objęła się rękoma. Uwielbiała siedzieć na drzewie, zwłaszcza w środku nocy. Mimo, że było chłodno, ona nie chciała wracać do środka. Wolała siedzieć tutaj, gdyż właśnie w tym miejscu najlepiej jej się myślało o otaczającym ją świecie. Te myśli nie były szczególnie kolorowe, wręcz były czarne. Wojna zbliżała się z każdym najmniejszym krokiem i nie było już tak bezpiecznie jak kilka lat temu. Śmierciożerców przybywało, a Czarny Pan rósł w siłę. Zakon Feniksa nie mógł już ochronić wszystkich, więc chronił tylko tych najbliższych. Dziewczynie to się nie podobało. Rozumiała, że każdy się o siebie boi i stara się przetrwać, ale oni są Ci dobrzy i powinni chronić ludzkie społeczeństwo. Co z tego, że oni przeżyją, skoro zginą inni ? Już nie raz próbowała poruszyć ten temat na zebraniu (na które, z młodzieży, tylko ona została zaproszona), ale skutecznie zostawała uciszana. Nie rozumiała również celów Zakonu. Starali się zamknąć wszystkie ulice. Jaki to ma sens ? Nawet ona tego nie rozumiała, a była bardzo inteligenta. To wszystko było chore i pokręcone. Jedyne, o czym marzyła, to spokój i cisza.
  Usłyszała trzepot skrzydeł. Spojrzała przed siebie i ujrzała białą jak śnieg sowę. Doskonale ją znała. Owe zwierzę przylatywało do niej od niedawna z krótkimi liścikami. Nie miała pojęcia, od kogo są te listy, bała się, że od Śmierciożerców, ale nic nie mówiła Zakonowi. Podświadomość nakazywała jej siedzieć cicho.
  Brunetka polubiła ptaka i nadała mu imię – Snow. Snow chyba też ją polubił, bo zawsze się do niej przymilał i chętnie jej wysłuchiwał. Nie wiedziała, do kogo należy ptak, ale przeczuwała, że do kogoś jej bliskiego.
- Co tam Snow ? – zapytała, gdy sowa usiadła na gałęzi. Wyciągnęła ona nóżkę, przy której była mała karteczka. Nastolatka odwiązała czerwoną wstążeczkę i rozwinęła kartkę. Było tam tylko kilka słów. Twoi przyjaciele zostaną Twoimi wrogami. Uważaj na swoich obecnych bliskich. To kłamcy.
- Snow, co to oznacza ? – zapytała ptaka, który, jakby ją rozumiejąc, pokręcił główką. Nie zastanawiając się nad jego treścią, schowała liścik do kieszeni swetra i zaczęła głaskać ptaka po głowie i skrzydłach.
- Och Snow. Kiedy to wszystko się skończy ? Chciałabym żeby wojna się skończyła – przyznała, opierając głowę o pień. Przymknęła powieki. Nie wiedziała, kiedy, odpłynęła.

***
  Obudziło ją wesołe ćwierkanie ptaków. Otworzyła oczy i niemal od razu, poczuła ból w karku. Otworzyła oczy. Na początku nie wiedziała gdzie jest, ale zaraz przypomniała sobie o burzy w nocy i o sowie z dziwnym liścikiem. Odruchowo sięgnęła do kieszeni i wyjęła pomiętą karteczkę. Nadal nie rozumiała tej treści, ale coś do niej przemawiało. Schowała ją z powrotem. Dźwignęła się na nogi i łapiąc się gałęzi, wskoczyła na parapet, a potem do pokoju. Weszła do małej, ale gustownej łazienki, i wzięła szybki prysznic. Owinęła ciało ręcznikiem i wyszła do pokoju. Wybrała z szafy ubrania i szybko się przebrała. Miała na sobie zwykłe jeansy i stary sweter. Nie lubiła się stroić i wyglądać dziewczęco. Bo przecież nie liczył się wygląd tylko wnętrze człowieka i jego wiedza, a nie ubrania.
  Nastolatka zeszła na dół i weszła do kuchni, która była pusta. Nie było słychać wesołej paplaniny jej mamy, czy przewracania stron gazety jej taty. Nie było czuć zapachów tostów, gofrów czy innych smakowitych potraw. Był tylko zestaw kuchenny i nic więcej.
  Dokładnie tydzień temu rzuciła na swoich rodziców zaklęcie zapomnienia i wysłała ich do Australii, żeby Śmierciożercy ich nie znaleźli i nie zabili. Kochała ich całym sercem, ale to była konieczność. Teraz było tutaj pusto, a ona była samotna i opuszczona. Co prawda miała jeszcze przyjaciół, ale to nie było to samo. Nie da się zastąpić matki, czy ojca. Te dwie osoby, to najbardziej wyjątkowi ludzie na Ziemi.
  Szybko zrobiła sobie kanapki i herbatę i poszła do salonu. Włączyła jakąś głupią telenowele i zaczęła spożywać posiłek, rozmyślając nad głupotą tych seriali. Przecież to nie miało żadnych wartości, a i tak było najchętniej oglądane. Może dlatego, że oglądając takie głupie seriale ludzie odciągają się od problemów i zmartwień? ·- Jakie to jest głupie ! – wyłączyła telewizor i odstawiła talerzyk na stolik. A może wyjdę na spacer ? Jak pomyślała, tak też zrobiła i już po chwili szła chodnikiem, kopiąc kamyczki. Jej głowę zaprzątały myśli o wojnie. Czy to musiało się tak skończyć ?
- Hermiona ? – usłyszała swoje imię. Podniosła głowę i ujrzała niską rudowłosą dziewczynę o niebieskich oczach.
- Emily ? – zapytała brunetka, robiąc zaskoczoną minę.
- Matko, Miona ! Jak ja Cię dawno nie widziałam ?! – wykrzyknęła ruda, przytulając Hermionę – Ej, ludzie ! Patrzcie kogo znalazłam ! – krzyknęła, gdy się odsunęła od znajomej. Grupka nastolatków zdezorientowana spojrzała na Hermioną. Podbiegli do niej i mocno wyściskali. Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje.
- Dziewczyno, co się z Tobą działo ? – zapytał wysoki brunet, Matt.
- Dostałam list z prywatnej szkoły i właśnie tam uczęszczałam, po wakacjach znów tam idę – odpowiedziała brunetka.
- A w wakacje nie mogłaś nas odwiedzić ? – głos Emily brzmiał pretensjonalnie. Hermiona była jej najlepszą przyjaciółką i tak nagle nie wróciła do szkoły, tak bez żadnych wyjaśnień.
- Wybaczcie mi, ale dwa tygodnie siedziałam w domu z rodzicami i nadrabiałam z nimi te 10 miesięcy, a później wyjeżdżałam do babci lub znajomych ze szkoły – jej uśmiech był lekko sztuczny. Cieszyła się, że spotkała znajomych, ale wolała być sama ze swoimi myślami.

- A tak w ogóle, co tam u was ? – zapytała.
- W sumie to nic ciekawego. Bez Ciebie było tu jakoś nudno…, Ale nigdy nie uwierzysz ! Pamiętasz tego kujona, Alexa ? – brunetka pokiwała głową – Wiesz jakie z niego ciacho ? No na maksa ! I wydaje mi się, że się we mnie buja ! – pisnęła Em, klaszcząc w dłonie.
- Daj spokój Emi. On się na Ciebie gapił, bo miałaś szminkę na policzku – Alicja spojrzała z politowaniem na swoją siostrę.
- A ty bądź cicho ! – warknęła ruda. Alicja wzruszyła ramionami i zwróciła się do Miony.
- A ty masz jakiegoś chłopaka, a może miałaś ?
- Nie, nie mam i nie miałam, ale u nas w szkole jest taki Cormac, który ugania się za mną od czwartego… czwartej klasy – szybko się poprawiła – A od tamtego roku mój przyjaciel Ron, zaczął się do mnie podwalać i żebym była zazdrosna zaczął się ślinić z taką Lavender – wzdrygnęła się, na co reszta wybuchła śmiechem.
- To może uczcimy nasze spotkanie lodami ? – Tom poruszył zabawnie brwiami, na co reszta zaczęła się śmiać. Gdy się uspokoili, przystali na jego propozycję i ruszyli w kierunku pobliskiej lodziarni. Już z daleka przywitał ich różowy szyld z napisem: Lody Babuni – smak ich dzieciństwa.
- Ja biorę żelusia ! – wykrzyknęły trzy dziewczyny, biegnąc do budki. Popychały się i śmiały. Pierwsza dotarła Emily, zaraz za nią Alicja, a za nimi Hermiona. Brunetka wyjęła z małej torebki pieniądze i w spokoju czekała na swoją kolej. Gdy już nadeszła, zamówiła żelusia i położyła monetę na blacie, a po chwili zajadała się pysznym deserem. Cała paczka usiadła przy największym stoliku i wesoło wspominała czasy ich błogiego i wesołego dzieciństwa.
  Nagle niebo zaszło czarnymi chmurami i zerwał się porywisty wiatr.
- Zaraz będzie burza – stwierdziła Emily, podnosząc się z miejsca, jednak zatrzymała się w połowie drogi. Jej uwagę przykuły dziwne chmary czarnego… dymu ?
- Co to jest ?! – krzyknęła przerażona, wskazując na niebo.
- Tylko nie to – szepnęła Hermiona. Śmierciożercy. – Szybko ! – wrzasnęła i z hukiem wstała na równe nogi. Nie musiała powtarzać dwa razy. Wszyscy się zerwali i zaczęli za nią biec. Na ulicy zapanował totalny chaos. Wszyscy krzyczeli, biegali i chowali się gdzie popadnie. Panna Granger w pośpiechu wyjęła różdżkę z rękawa swetra i przyśpieszyła. Wpadła do jakiegoś opuszczonego budynku i zaryglowała drzwi. Oparła się o nie z ulgą.
- Co to było do cholery ?! – wrzasnęła Alicja – I dlaczego w ręce trzymasz patyk ?!
- Nie czas na wyjaśnienia – mruknęła brunetka, odsuwając się od drzwi – Chodźcie na górę – nakazała i weszła na schody. Gdy była w połowie, na czubku schodów pojawiła się postać w czarnej pelerynie z kapturem na głowie. Wyciągnęła przed siebie swój magiczny patyczek i szybko wypowiedziała zaklęcie rozbrajające, ale przeciwnik skutecznie je odbił. Zaczęła się walka. Nie trwała ona długo, gdyż Hermiona w końcu została bez różdżki. Nie wiedziała, co ma zrobić. Nogi jej drżały i nagle stały się jak z waty. Nawet nie wiedziała, kiedy postać złapała ją za ramie i się z nią teleportowała. Dopiero, gdy wylądowała na mokrej trawie, zdała sobie sprawę jak ta sytuacja jest poważna. Zaczęła się szarpać, ale napastnik był zbyt silny. To musiał być mężczyzna. Potrząsnął nią lekko, żeby przestałą się szarpać, ale to nie dało żadnych skutków.
- Severusie ! Nie szarp tą dziewczyną ! – usłyszeli oburzony kobiecy głos. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała piękną, wysoką kobietę o blond włosach. Jej czarna szata idealnie podkreślała jej jasną cerę i kości policzkowe. Natychmiast rozpoznała w niej Narcyzę Malfoy. Draco z pewnością odziedziczył po niej oczy.
- Chodź skarbie. Nie bój się. Tutaj nikt Ci nie zrobi krzywdy. Przynajmniej ja do tego nie dopuszczę – w głosie kobiety było słychać troskę. Wyciągnęła w stronę dziewczyny rękę, którą ta przyjęła z lekkim wahaniem. Kobieta zaprowadziła dziewczynę do mrocznego, ale na swój sposób pięknego dworku. Był zbudowany z czarnego kamienia. Otworzyła drzwi, a wnętrze zupełnie zaskoczyło nastolatkę, ponieważ było ono przytulne i ciepłe.
- Zaraz zaprowadzę Cię do kogoś, kto bardzo chciałby Cię zobaczyć – oznajmiła Narcyza, wchodząc po drewnianych schodach. Hermiona poszła za jej śladem. Weszły po schodach, przeszły przez korytarz, potem jeszcze jeden i jeszcze jeden i znalazły się przed wielkimi drzwiami. Granger miała wrażenie jakby była w wielkim labiryncie. Nie wiedziała jak tu dotarła, a tym bardziej nie wiedziała jak się stąd wydostać. Od tych zakrętów zakręciło jej się w głowie.
  Blondwłosa piękność zapukała delikatnie, a potem pchnęła drzwi i weszła do środka, popychając przed sobą dziewczynę. Gdy tylko weszła, brunetka poczuła jak ktoś się do niej mocno przytula. Była zdezorientowana i nie bardzo wiedziała jak się zachować – po prostu stała jak słup soli. Po chwili osoba się od niej odsunęła. Okazało się, że to piękna kobieta w średnim wieku.
- Dziękuję Cyziu. Zostawisz nas samych ? – zapytała kobieta, na co blondynka pokiwała głową i wyszła z pomieszczenia. Kobieta spojrzała na Hermionę, która mogła się jej uważnie przyjrzeć. Zauważyła, że jej rysy twarzy są podobne do jej rys twarzy, a także, że jej usta są tak samo wykrojone – pełne i całkiem duże – tyle, że w odcieni truskawek.
- Och wybacz skarbie. Pewnie jesteś zaszokowana, że Cię tak przytuliłam znienacka, ale tak strasznie za Tobą tęskniłam ! – wyznała kobieta z wielkim uśmiechem.
- Dlaczego pani mówi do mnie skarbie ? – to było pierwsze, co wypłynęło z ust nastolatki.
- Och, Hermionko, bo wiesz Ci mugole to nie są Twoi prawdziwi rodzice. Jestem nimi ja i Twój ojciec Tom. Ukryliśmy się u nich przed Zakonem, który chciał Cię zabić, aby przejąć Twoją wielką moc, która w Tobie spoczywa – wyjaśniła jej matka, czując coraz większe podekscytowanie. Zaraz odzyska córkę, którą straciła siedemnaście lat temu.
- Co ? – jej głos był dziwnie piskliwy. Nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Miała nadzieję, że to tylko sen i zaraz się obudzi w łóżku, albo na drzewie…, Bo to tylko sen, prawda ?
- Tak, to prawda. To jest Twoja matka, a ja jestem Twoim ojcem – usłyszała męski głos. Spojrzała na skórzaną kanapę i ujrzała wysokiego, przystojnego mężczyznę, którego wcześniej nie dostrzegła. Przyjrzała mu się uważnie i aż zaschło jej w ustach. To był Tom Marvolo Riddle. Poczuła jak kręci jej się w głowie i zobaczyła mroczki przed oczami. Poczuła jak upada, a potem była już tylko ciemność.

***
Hej Misiaki :* Jestem nowa na blogerze i mam nadzieję, że mi to wybaczycie :p Za każde niedociągnięcie, czy błąd ortograficzny - serdecznie przepraszam. Sprawdzałam ten tekst, ale wydaje mi się, że jakiś małe usterki mogą być.
*Weruu