poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 3
Hermionę rano obudził Groszek. Przyniósł jej śniadanie, a gdy stawiał tacę, obudziła się. Skrzat zaraz chciał się ukarać tym, że narobił tyle hałasu i że ją obudził, ale ona mu kategorycznie zabroniła. Zaczął jej dziękować, kłaniając się na kolana. Po dziesięciu minutach tego "przedstawienia", teleportował się do kuchni.
Nastolatka odetchnęła głęboko i rozejrzała się dookoła, zatrzymując wzrok na oknie. Dziś nie było tak ładnie jak wczoraj. Padał deszcz, wiał porywisty wiatr i z pewnością było bardzo zimno. Dziewczyna szybko zjadła śniadanie (tosty z miodem, herbatę i dwa ciasteczka zbożowe z czekoladą) i poszła do łazienki. Po krótkim, lecz gorącym prysznicu, wybrała odpowiednie ciuchy z garderoby i ubrała się. Miała na sobie białą koszulę w czarne serduszka, na długi rękaw, jeansy (w które wpuściła koszulę), różowy sweterek i czarne snieckearsy. Na prawej ręce miała złotą bransoletkę.
Włosy zostawiła rozpuszczone oraz próbowała zrobić sobie lekki makijaż. Nigdy wcześniej nie próbowała się malować, więc to był jej pierwszy raz. Dopiero po kilku próbach, udało jej się osiągnąć zamierzony efekt. Jej oczy były podkreślone czarną kredką i tuszem do rzęs, a usta jasnoróżową szminką. Wyglądała naprawdę ładnie.
Z wielkim zniecierpliwieniem czekała na godzinę czternastą. Wtedy miał się odbyć obiad, na którym miała zostać przedstawiona jako Hermiona Riddle. Bała się przeokropnie, w końcu niegdyś jej wrogowie, teraz będą jej "przyjaciółmi". Nie wiedziała jak zareagują. Zdawała sobie sprawę z tego, że nadal będą z niej drwić i ją poniżać, ale gdzieś tam w głębi jej duszy, było pragnienie zrozumienia i szacunku. Chciała być wreszcie doceniana przez wszystkich.
Nie wiedziała co ma robić, aby czas jej szybciej zleciał. Nie chciała znów czytać, bo wiedziała, że to bez sensu. Emocje, które się w niej kumulowały, z pewnością by jej na to nie pozwoliły. Obecnie, jedyną rzeczą na jaką miała ochotę, to spacer, jednak nie wiedziała czy jej wolno, a sama nie wyjdzie, bo nie wie jak wyjść z tego domu. Gdy szła pierwszy raz do gabinetu jej ojca, była całkowicie skołowana, a od tych wszystkich zakrętów kręciło jej się w głowie.
Postanowiła wezwać swą matkę za pomocą skrzata, ona na pewno jej pozwoli chociaż trochę się przejść. Natychmiast wezwała Groszka i poprosiła go o sprowadzenie Katriny. Nie minęło dziesięć minut, a kobieta zjawiła się w pokoju nastolatki.
- Coś się stało skarbie ? - zapytała, z czułością patrząc na córkę. Trochę się zaniepokoiła, gdy skrzat przyszedł do niej i powiedział, że Hermiona ją wzywa. Nie wiedziała co się dzieje i jak najszybciej mogła, zaraz się do niej wybrała.
- Chciałabym się przejść, ale za bardzo nie wiem gdzie iść i jak stąd wyjść. No i trochę boję się Śmierciożerców - odpowiedziała, z lekkim niepokojem patrząc na mamę. Blondwłosa kobieta chwilę się zastanowiła. Tom nic jej nie mówił o tym, że nie może wychodzić. Przecież nic się nie stanie, prawda ?
- W sumie to nie jest taki zły pomysł - spojrzała na okno - I deszcz już przestał padać. Możemy się wybrać na spacer po ogrodzie. Co ty na to ?
- Tak !
- Świetnie. Ubierz się, a ja za dziesięc minut do Ciebie przyjdę - mówiąc to, wyszła zamykając za sobą drzwi. Hermiona w podskokach wbiegła do garderoby. Założyła jasnoróżowy płaszczyk, czarną czapkę "smerfetkę", a buty zmieniła na czarne botki na wysokiej koturnie.
Wyszła z garderoby i usiadła na fotelu, czekając na mamę. Nie musiała długo czekać, ponieważ już po trzech minutach, Katrina zjawiła się u niej w sypialni, ubrana w czarny płaszcz. Uśmiechając się, wyszły z pokoju nastolatki. Hermiona z fascynacją rozglądała się po korytarzach. Styl, w jakim urządzone były te pomieszczenia, bardzo jej się podobał. Lubiła takie mroczne klimaty. Ściany były obite czatnym, zdobionym materiałem, a na drewnianej podłodze rozłożony był bordowy dywan. W odstępach między obrazami były złote kinkiety. Nieliczne okna ozdobione były bordowymi zasłonami, które idealnie dopełniały wyglądu korytarzy.
Zeszły po schodach i wyszły na dwór. Deszcz przestał już padać, ale burzowe chmury wciąż unosiły się na niebie i straszyły swoim wyglądem.
Katrina i jej córka ruszyły za dom, gdzie znajdował się ogród. Przeszły po brukowanej ścieżce i przez metalową furteczkę weszły do ogrodu. Wysoki żywopłot, po którym wspinały się czerwone i różowe róże, otaczał ogród. Na środku był klomb. W jego środku był wysoki klon, a dookoła rosły stokrotki. Pod żywopłotem rosły kolorowe kwiatki, które dodawały uroku temu miejscu.
- Jak pięknie - zachwycała się dziewczyna, wąchając zapach kwiatów, który tak uwielbiała.
- Prawda ? Gdy musieliśmy Cię oddać, bardzo nad tym rozpaczałam, tak jak Twój ojciec. Nie okazywał tego tak bardzo jak i starał się być silny. Podarował mi ten ogród. Każdego dnia, kiedy Ciebie nie było obok, zasadzałam tutaj jednego kwiatka - kobieta delikatnie gładziła płatki jednego z kwiatów. Blondynka zauważyła, że po twarzy jej matki spływają łzy. Ten temat z pewnością nie był dla niej łatwy. Podziwiała ją za to, że tak dzielnie mówiła o przeszłości i zwalczała swoje słabości.
Szybko do niej podeszła i mocno ją przytuliła. Katrina zdziwiła się niezmiernie. Nie sądziła, że Hermiona tak szybko jej zaufa. Nigdy by się nie spodziewała, że po dwóch dniach tej znajomości, ona ją tak po prostu przytuli.
- Mamo, nie płacz. Obiecuję, że już nigdy Cię nie opuszczę - wyszeptała blondynka, sama dziwiąc się swoim zachowaniem. Jeszcze nigdy nie zaufała komuś tak szybko i z taką siłą. Nawet zaufanie do Harry'ego i Rona wyrabiała sobie latami, mimo że ją uratowali przed Górskim Trolem. Jednak jej więź z mamą była silniejsza niż myślała.

***

Matka i córka spędziły jeszcze trzy godziny w ogrodzie na szczerych rozmowach i zwierzeniach. Do domu wróciły dopiero gdy zaczął padać deszcz. Całe przemoczone, ale z wielkimi uśmiechami na twarzach, weszły do holu. Była 14:00 i wszyscy zbierali się na obiad, więc ludzi mało nie było.
Starsi Śmierciożercy nie patrzli ze zdziwieniem na młodą, blondwłosą dziewczyną. Wiedzieli oni o córce ich Pana i domyślili się, że to musi być ona. Nie wiedzili tylko, że to będzie ta szlama Granger.
Młodsi byli wręcz zszokowani. Nie wiedzieli kto to jest i skąd się ona tu wzięła. A tym bardziej się zdziwili, że ich Pani całuje tę blondynę w czoło. Przecież oni nie mieli żadnego dziecka, więc kto to jest ? To była dla nich zagadka, która już za kilka minut miała się rozwiązać.
- Poczekaj aż wszyscy wejdą i wtedy wejdziesz z nami - dała jej wskazówki kobieta, zdejmując płaszcz i odwieszając go na wieszak. Dziewczyna pokiwała głową i odwiesiła swój płaszczyk na wieszak obok. Nerwowo poprawiła włosy, sweterek i wygładziła koszulę. Denerwowała się, bo nie wiedziałą jak zareagują inni. I do tego będzie widziała swojego ojca od przeszło dwóch dni. To z pewnością będzie ciekawe popołudnie.
Po jakiś trzech minutach, zjawił się jej ojciec. Kiwnął jej na powitanie. Odwzajemniła gest. Nie spodziewała się jakiegoś czułego powitania, nie po nim. Po tym bezwzględnym człowieku.
Tom z Katriną szli pierwsi, a tuż za nimi dumnie kroczyła Hermiona. Miała wysoko uniesioną głowę i chłodny wyraz twarzy. Przynajmniej miała nadzieję, że jej wyraz twarzy był chłodny. Nie za bardzo umiała takie miny robić. Od zawsze była pogodną i roześmianą dziewczyną i nie powinna tego zmieniać. To właśnie czyniło ją wyjątkową.
Rodzina Riddle zasiadła, a kilka sekund póżniej wstał pan domu.
- Chciałbym Wam przedstawić moją szesnastoletnią córkę Hermionę Katrinę Riddle, niegdyś znaną jako Hermiona Granger.
Wszyscy zbierali szczęki z podłogi - no nie zupełnie wszyscy, Ci najbardziej zaufani wiedzieli o niej od samego początku.
Draco Malfoy patrzył na nią oczami wielkimi jak dwie filiżanki. Coś tam słyszał o córce Czarnego Pana, ale nigdy by nie sądził, że to będzie Granger - nawet w najczerniejszych snach. Przecież ona nawet nie jest do niej podobna. Ma zupełnie inne włosy, oczy. Ale... Może to jest ona ? Ma nawet takie same błyski w oczach, te same rumieńce i te same boskie, malinowe i pełne usta. Malfoy ! Weź ty się ogarnij człowieku ! Właśnie pomyślałeś o tym jakie boskie ma usta Granger ! Chłopak szybko się otrząsnął po tych myślach. Nie mógł tak myśleć o dziewczynie, którą poniżał przez te wszystkie lata. To przecież z niej się wyśmiewał z kumplami, z tych jej zębów, włosów i reszty ciała. Daj spokój chłopie, nie oszukasz siebie. Dobrze wiesz że Ci się podoba. Jego druga część duszy intensywnie dawała sobie znać, jednak on skutecznie ją uciszył. Ona gadała same głupoty.
- Smacznego.
Na stołach pojawiły się posiłki. Nastolatce bardzo to się kojarzyło z Hogwartem. Gdy tylko pomyślała o tym miejscu, zrobiło jej się ciepło na sercu. Hogwart był dla niej jak drugi dom. To tam przeżyła całe swoje życie i to tam miała najlepsze przygody. Teraz nie wyobrażała sobie tego, że mogłaby być zwykłą mugolką, nieznającą takiego miejsca jak Hogwart i takiej cudownej rzeczy jaką jest magia. Ale jednak los chciał, żeby była czarownicą. I to nie byle jaką, bo czystokrwistą. Z pewnością ktoś tam na górze ułożył jej całe życie, każdą sekundę jej życia. Szkoda, że nie mogła wiedzieć, co sam Merlin dla niej przygotował.

***

Posiłek minął zaskakująco szybko dla wszystkich. Mogłoby się wydawać, że dopiero zasiadali do stołu, a już musieli wstawać i porozchodzić się do sypialni czy zająć się czymś innym.
Hermiona z radością opuściła jadalnię. Miała już dosyć tych ukradkowych spojrzeń kierowanych w jej stronę. Nigdy nie lubiła być w centrum zainteresowania i mimo, że zmienił się jej wygląd i rodzice, to jej usposobienie i charakter został ten sam.
Wspięła się po schodach na górę i ruszyła jednym z korytarzy. Już doskonale pamiętała drogę, chociaż przechodziła przez nią dwa razy. Jakoś udało jej się zapamiętać. Ale jak by miała zapomnieć tą drogę, skoro w ciągu jednej godziny nauczyła się dwudziestu dat, wraz z definicjami, na Historię Magii ?
Wszystkie obrazy kłaniały jej się, a ona odwzajemniała gesty. W jej głowie wciąż błądziły zszokowane miny Śmierciożerców. Miała ochotę się tam roześmiać. Wyglądali naprawdę zabawnie.
- Granger, znaczy Riddle, znaczy Hermiona ! - usłyszała ,za sobą, dziewczęcy krzyk. Zdziwiona, odwróciła się i z jeszcze większym zdziwieniem stwierdziła, że w jej stronę biegnie Astoria Greengrass. Jej brew podjechała do góry.
- Coś się stało ? - zapytała blondynka, patrząc na brunetkę, która łapała oddech. Wbiegnięcie po pięćdziesięciu trzech schodach wcale nie jest takie proste.
- Ja chciałam Cię zapytać, czy może zgodzisz się ze mną i Pansy zrobić sobie taki mały babski wieczór. Co roku urządzam taką "imprezę" z nią, a teraz pojawiłaś się ty i czym więcej towarzystwa tym lepiej. To jak, zgadzasz się ? - zapytała panna Greengrass, robiąc cudzysłów przy słowie impreza. Prośba Ślizgonki zdziwiła Hermionę. Nigdy nie sądziła, że będzie na babskiej imprezie z Greengrass i Parkinson. To było naprawdę dziwne.
- Eeee... Jasne - odpowiedziała niepewnie. Nie wiedziała co miała odpowiedzieć. Nie mogła jej odmówić, bo Astoria miała ten szczery uśmiech i słodką minkę, a wykręcić się za bardzo nie mogła, bo nie wiedziała jak. Więc się zgodziła.
- Świetnie ! Do zobaczenia na kolacji ! - pomachała jej, odchodząc do innego korytarza.
- Co tu się właściwie stało ? - zapytała siebie nastolatka, stojąc na środku korytarza. Pokręciła z niedowierzeniem głową i ruszyła dalej, zastanawiając się jak to będzie wyglądać. Pewnie będą gadać o chłopakach i takie tam... Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Nie lubiła rozmawiać o takich sprawach, nawet z przyjaciółką. Strasznie ją to krępowało. Między innymi dlatego, że miała tylko jednego chłopaka w ciągu całego swojego życia i trochę dlatego, że jeszcze nigdy w życiu się nie całowała.
Weszła do swojego pokoju i od razu rzuciła się na łóżko. Leżała tak chwilę, gdy nagle poczuła lizanie po dłoni. Przekręciła głowę i ujrzała Milę. Pogłaskała ją po grzbiecie.
- I co ja mam teraz zrobić Mila ? Pójść, czy nie ?
Kotka miałknęła, kiwając pyszczkiem. To chyba miało znaczyć tak. Westchnęła cicho i zamknęła oczy. Nie wiedziała kiedy, a odpłynęła.

***
Obudziło ją coś mokrego na twarzy. Uchyliła powieki i zobaczyła swojego pupila, któryc namiętnie lizał ją po policzku.
- Mila ! - krzyknęła, siadając i ścierając ślinę z twarzy. Kotka zaczęła skakać po łóżku jak szalona.
- Co w Ciebie wstąpiło ? - spytała jej właścicielka, a tamta wtedy wskazała na zegar wiszący na ścianie. Hermiona prawie dostała zawału. Była za pięć dziewiętnasta. Zerwała się na równe nogi i jednym zaklęciem przyprowadziła swoje ubrania i włosy do ładu i składu. Następnie wyparowała z sypialni. Przebiegła przez korytarze, a potem zbiegła po schodach. Gdy była już na dole, odetchnęła. Trochę się zasapała tym biegiem. Przeczesała palcami włosy i ruszyła w kierunku jadalni. Pamiętaj ! Ignoruj te natarczywe spojrzenia !
Weszła do jadalni i podeszła do swojego miejsca. Usiadła i wzięła się za posiłek. Było dużo lepiej niż na obiedzie. Prawie nikt już się na nią nie patrzył i nie czuła się już tak skrępowana - mogła w spokoju zjeść posiłek.
Nałożyła sobie dwa tosty z dżemem morelowym i kiedy miała zacząć jeść, usiadła obok niej Astoria.
- Hej. "Impreza" zaczyna się o za godzinę. Trzecie drzwi od Twojego pokoju na Twoim piętrze - oznajmiła. Blondynka pokiwała głową i uśmiechnęła się przyjaźnie. Panna Greengrass odwzajemniła gest, wstała i z powrotem usiadła obok Pansy.
- Widzę, że zapoznałaś się już z Astorią - na dźwięk głosu swojej matki, aż podskoczyła.
- Nie strasz. Tak, zapoznałam się z Astorią i nawet zaprosiła mnie Piżama Party - wyznała nastolatka, biorąc do ust tosta.
- Cieszę się, że znalazłaś sobie koleżanki.
Katrina była wręcz podekscytowana. Cieszyła się, że jej córka znalazła sobie koleżanki z którymi będzie rozmawiałą i obcowała. Wątpiła w to, że w szkole jej starzy znajomi będą z nią rozmawiać. Severus jej opowiadał o niej i o jej przyjaciołach. Znała ich więc bardzo dobrze. Doskonale też wiedziała, że Astoria i Pansy to rozważne i mądre dziewczyny i chętnie zaprzyjaźnią się z Hermioną, o ile ona będzie chciała, ale na razie nie wyglądała na taką, która by nie miała ochoty na nowe znajomości.
- Też się cieszę - mruknęła dziewczyna, kończąc drugiego tosta. Popiła to herbatą i wstała z zamiarem wyjścia, ale zatrzymałą ją Katrina.
- Twój ojciec chciał się z Tobą widzieć - powiedziała, a blondynce podskoczył żołądek do gardła. Rozejrzała się po sali. Jej ojca nie było, a to oznaczało, że jest w gabinecie. Bedzie z nim sama. W gabinecie. Będą rozmawiać. O Merlinie !
Przestraszona pokiwała głową i szybko opuściła jadalnię, obserwowana przez jednego z Śmierciożerców.

***
Okej, nie stresuj się. Nie będzie przecież tak źle. Tylko porozmawiacie jak ojciec z córką. Spokojnie... Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Hermiona od dobrych trzech minut stała pod drzwiami gabinetu swojego ojca i bała się zapukać. Wachała się, czy to zrobić czy może uciec i przyjść kiedy indziej. Bała się jak będzie to wyglądać. O czym będą rozmawiać ? O jej ocenach w szkole ? Pff ! Jasne ! Pewnie będzie ją wypytywał o Harry'ego ! O nie ! Nigdy nie wyda swojego przyjaciela !
Po kolejnych dwóch minutach zdecydowała się zaryzykować. Jestem Gryfonką, a Gryfoni nigdy nie tchórzą ! Zapukała. Gdy męski głos, ze środka, oznajmił, że może wejść, poczuła, że nogi ma jak z waty.
Złapała za klamkę i nacisnęła, a drzwi ustąpiły. Weszła do środka i pierwszym co ujrzała, było wielkie, dębowe biurko i mężczyzna za nim siedzący - jej ojciec.
- Chciałeś mnie widzieć - starała się, żeby jej głos brzmiał pewnie, ale nie do końca jej to wyszło. Tom pokiwał głową i ręką wskazał na fotel na przeciwko siebie. Na miękkich nogach, doszła i usiadła. Włożyła w siebie całe swoje siły, żeby się nie przewrócić.
- Chciałem z Tobą porozmawiać o Hogwarcie. Wracasz do szkoły ? - pytanie jej ojca zupełnie ją zdezorientowało. Myślała, że będzię ją wypytywał o Harry'ego albo Zakon Feniksa, a on tym czasem pyta się ją o to czy wraca do Hogwartu. Była zaskoczona.
- Oczywiście, że wracam. Nie mogłabym żeyć bez tej szkoły.
- Tak myślałem. Ale jeśli wracasz, musisz przenieść się do Slytherinu.
Tom w spokoju patrzył na twarz swojej córki i na malujące się na niej emocje. Od zdziwienia po złość. Wiedział, że będzie zła, a nawet wściekła. Nigdy nie lubiła Slytherinu i nie oczekiwał, że będzie skakać z radości. Ale to było najbardziej rozsądne rozwiązanie. Mimo, że tego nie okazuje, kocha ją całym swoim sercem i pragnie jej bezpieczeństwa. Jeśli zostałaby a Gryffindorze byłoby to wielkie ryzyko dla niego i dla niej. Nie mógł do tego dopuścić.
- Dlaczego ?! - krzyknęła, nie rozumiejąc go. Czy on naprawdę chciał zniszczyć jej życie ? Nie dość, że jej przyjaciele za pewne nie będą się do niej odzywać, to teraz chce ją przenieść do tych gadów !
- Dla Twojego bezpieczeństwa. Pozostawiając Cię w Gryffindorze dużo bym ryzykował.
- Nie można znaleść innego rozwiązania ? Na przykład... Zostałabym w Gryffindorze, ale często nocowałabym u Astorii i Pansy i miałabym z nimi zajęcia, co i tak będzie nieuniknione. Proszę ! Nie chcę tam być ! - jej głos był niemalże płaczliwy. Szczenięcymi oczami spojrzała na Toma, a jego serce zadrżało. Katrina robiła dokładnie taką samą minę, gdy czegoś chciała.
Mężczyzna westchnął. Uległ jej, ale jak mogło być inaczej ? Hermiona była jego malutką córeczką, a każdy wie, że córka to Księżniczka Tatusia.
- Już dobrze. Niech będzie tak jak mówisz.
- Tak ! Dziękuję... tato - nad ostatnim słowem poważnie się zastanowiła, ale doszła do wniosku, że jej ojciec zasługuje na chociaż odrobinę ciepła z jej strony.
Tom spojrzał na nią zupełnie zaskoczony. Nie spodziewał się, że nazwie go tatą po tak krótkim czasie. Raczej by tego oczekiwał po jakimś roku, a nie po kilku dniach. To zbiło go z tropu.
- Muszę już iść - oznajmiła nastolatka po którkiej chwili milczenia i wyszła z gabinetu. Zadowolona z siebie ruszyła w kierunku schodów, aby wspiąć się na górę po schodach.
Gdy weszła do korytarza, w którym znajdował się jej pokój, usłyszała głos, który woła jej imię. Pdwróciła się i ujrzała Pansy, która szła w jej stronę. Zmarszczyła brwi.
- Hej. Wiesz... Ja chciałam Cię przeprosić za te wszystkie lata... Mogłabyś mi wybaczyć ? - Parkinson wydawała się być zdenerwowana. Nawet bardzo. Hermionę zbiło to z pantykału. Pansy, która ją przeprasza ? No nieźle...
- Wiesz... Postaram się nie patrzyć wstecz i cieszyć się teraźniejszością. Wybaczam Ci.
- Naprawdę ? Tak się cieszę ! Już dawno chciałam się z Tobą zaprzyjaźnić, ale nie miałam odwagi. Bałam się mojego ojca, który jest bezwzględny.
- Ale teraz już nie musisz się bać. Chodź do mnie, to pogadamy.
Blondynka odwróciła się i wpadła na coś, a raczej na kogoś. Poczuła jak odbija się od twardej klatki piersiowej i jak leci w dół. Nim jednak spotkała się z podłogą, poczuła męskie dłonie w talii. Podniosła wzrok i napotkała zdziwione stalowe tęczówki, które wpatrywały się w nią intensywnie. Poczuła jak rumieńce wpływają na jej policzki. Stanęła o własnych siłach.
- Przepraszam - mruknęła i wyminęła Malfoya, ciągnąc za sobą Pansy, która ledwo powstrzymywała śmiech. Weszły do sypialni Gryfonki, a Parkinson zaczęła się śmiać.
- I z czego się śmiejesz ? - zapytała oskarżycielsko Hermiona, udając oburzenie.
- Z Ciebie - odpowiedziała, między salwami śmiechu, Ślizgonka. Blondynka po chwili do niej dołączyła. Ta sytuacja naprawdę była śmieszna.

6 komentarzy:

  1. Rozdział cudowny! Ale weź kobieto dodaj szybko kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tym :) Ale niestety pewnie Weru nie będzie za często dodawała rozdziałów, bo idzie do gimnazjum, a tam jest CIĘŻKO! :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Tak, ale mam nadzieję, że Weru będzie dodawać przynajmniej jeden rozdział na miesiąc. :)

      Usuń