sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 2
Obudził ją wielki ból głowy, jakby dostała czymś ciężkim. Jęknęła cicho i dotknęła dłonią czoła. Było ono zimne jak lód. Powoli i delikatnie, usiadła. Ból był nie do zniesienia. Otworzyła ociężałe powieki i rozejrzała się po komnacie. W pierwszej chwili nie wiedziała gdzie jest, ale po chwili skojarzyła fakty i wszystkie wspomnienia z wczorajszego wieczoru do niej wróciły. Przypomniała sobie ten tajemniczy liścik, noc na drzewie, spotkanie ze znajomymi, porwanie i swoich biologicznych rodziców. Voldemort jest jej ojcem… Merlinie ! Jak to absurdalnie brzmi ! Hermiona Riddle… To nie brzmi tak źle. Ale Merlinie ! To nie może być prawda ! Ona nie może być JEGO córką ! Ukryła twarz w dłoniach. Chciała płakać, ale nie miała na to siły. Nie miała na nic siły, ani ochoty. Chociaż nie. Wzięłaby gorącą kąpiel. Podniosła głowę i rozejrzała się jeszcze raz. Ściany były czerwone i beżowe, a podłoga ciemna. Na ścianach wisiały białe puste ramki i kilka obrazków. Drzwi i okna były białe. Łoże, którym leżała, było wielkie z piękną pościelą i mnóstwem poduszek. Po dwóch stronach zagłówka były dwie białe szafeczki nocne. Pod jedną ścianą stało białe biurko z, zapewne wygodnym, fotelem. A pod drugą, biała szafka. Całość prezentowała się całkiem nieźle.
Hermiona zwlekła swoje ospałe i ociężałe ciało z łóżka i powlekła się do pierwszych drzwi. Otworzyła je. Ujrzała piękna łazienkę z prysznicem, wanną, toaletą, umywalką i wielkim lustrem. Odetchnęła i poczuła piękny, kwiatowy zapach. Zamknęła za sobą drzwi i zaczęła zdejmować ubrania. Czuła się trochę dziwnie. W końcu była w obcym domu, a zachowywała się jak u siebie nikogo nie pytając o pozwolenie. Chociaż… To prawdopodobnie dom jej rodziców, więc także jej, prawda ?
Odkręciła kurki z gorącą wodą i zaczęła szperać po szafkach, szukając jakiś płynów. W końcu je znalazła w szafce zaraz obok wanny. Było ich mnóstwo. Wzięła o zapachu lawendy i musującą kulkę o tym samym zapachu. Zakręciła kurki, wrzuciła kulę, nalała płynu i weszła do wody. Przymknęła oczy, opierając się o wannę. Było jej naprawdę przyjemnie. Czuła się jak w raju.
Siedziała tak chyba z godzinę. Gdy woda zaczęła się robić chłodnawa, wyszła i owinęła się puszystym, zielonym ręcznikiem. Stanęła przed lustrem i omal nie dostała palpitacji serca.
- Co jest do… - zaczęła, przyglądając się sobie. Wyglądała… Wow. Jej kasztanowe włosy, niegdyś szopa, dziś opadały delikatnymi blond falami, a czekoladowe oczy, stały się lazurowe. Nieliczne piegi zniknęły z jej małego, zgrabnego noska, a cera stała się mleczna. Spojrzała w dół. Zauważyła, że jej piersi są większe, a nogi dłuższe i zgrabniejsze. Jej biodra były bardziej zaokrąglone, a brzuch bardziej płaski. Gdyby była wyższa, spokojnie zostałaby modelką.
- Co tu się dzieje ? – rzuciła pytanie w przestrzeń, nie oczekując odpowiedzi. To wszystko było jakieś chore i nienormalne. Kręcąc z niedowierzeniem głową, wyszła z sypialni i zatrzymała się na jej środku. Nie miała, w co się ubrać. Nie założy swoich starych ubrań, bo są brudne, a w ręczniku nie wyjdzie – prędzej by przyznała się, że lubi Malfoya, niż wyszłaby w tym czymś na korytarz, gdzie zapewne roi się od Śmierciożerców.
Odruchowo spojrzała na drugie drzwi. Przygryzła wargę. Powinna tam wchodzić ? Nie wiedziała. W sumie to drzwi są w jej pokoju (chyba jej), więc może powinna zaryzykować ? Długo się zmagała ze sobą, ale jednak ciekawość wygrała. Powoli podeszła do drzwi i nacisnęła klamkę. Ustąpiły i pozwoliły jej wejść do środka. Gdy weszła, aż zaparło jej dech w piersiach. Nigdy nie wiedziała tylu butów, ubrań i torebek w życiu. Podeszła do jednej z półek i zdjęła wysokie, czarne szpilki. Były cudowne. Podbiegła do innej i zdjęła skórzaną torebkę, która chyba kosztowała z pięćset funtów ! Z powrotem odstawiła ją na miejsce i weszła między wieszaki. Tu było tyle wspaniałych i drogich ubrań (niektórych bała się nawet dotknąć). Nie wiedziała czy powinna sobie jakieś wziąć…, Chociaż to mogą być jej ubrania… Nie wiedziała, co zrobić, ale w końcu zaczęła szukać czegoś dla siebie. Czegoś… takiego swojego. Nie za skąpego, ale nie za długiego. Nagle poczuła chęć założenia sukienki. Nie chodziła w sukienkach, ale czemu by nie założyć sukienki ? Skoro jej życie i tak teraz się wywróciło, to, czemu nie może zmienić siebie ? Jak postanowiła, tak zrobiła. Znalazła piękną dziewczęcą i idealną sukienkę. Była ona jasnoróżowa, przed kolano, na grube ramiączka i z brązowym paskiem w pasie. Do tego założyła czarne, zamszowe balerinki i czarny sweterek, zapinany na złote guziczki. Włosy zostawiła rozpuszczone, lekko je tylko rozczesała.
Wróciła do sypialni i nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Nie wiedziała gdzie ma pójść, czy ktoś do niej przyjdzie. Co miała zrobić ? Najbardziej rozsądnym wyjściem okazało się siedzenie na fotelu przy biurku. Tak też zrobiła. Siedziała chwilę, ale nie wytrzymała. Otworzyła szafkę w meblu i znalazła całe mnóstwo książek. Jej oczy rozbłysły. Mogła sobie być Hermioną Riddle, ale czytać to ona nie przestanie nigdy. Sięgnęła po pierwszą księgę i zachłysnęła się powietrzem. To była jej ulubiona książka ! Duma i uprzedzenie. Uwielbiała to czytać, ale zdziwiła się, że mugolska książka znajduje się w domu czarodzieja czystej krwi. Może rzeczywiście oni są jej rodzicami ?
Zamknęła szafkę, wygodnie się rozsiadła w fotelu i zaczęła czytać. Z każdym słowem coraz bardziej zatapiała się w treść książki. Prawie czuła, co czuli bohaterowie i to, co się tam działo.
Nagle usłyszała lekkie pukanie do drzwi, a po chwili otworzyły się one i weszła ta sama kobieta, która ją przytulała wczoraj – jej matka.
- Obudziłaś się już. Wspaniale ! I widzę, że znalazłaś garderobę – jej wesoły głos, zawitał w sercu Hermiony już na dobre.
- Ja… ja nie wiedziałam czy mogę… i… - zaczęła się jąkać nastolatka, na co kobieta zaśmiała się krótko.
- Hermiono, wszystko w tym pokoju, jak i w domu jest Twoje. Jesteś moją małą córeczką i możesz brać wszystko, co chcesz – jej błyszczące oczy ocieplały serce blondynki, która delikatnie uniosła kąciki ust. Kobieta zamknęła drzwi i wyczarowała sobie drugi fotel, po czym w nim zasiadła.
- Zapewne oczekujesz wyjaśnień – zagadnęła – Otóż nazywam się Katrina Black – Riddle, a moim mężem, a twoim ojcem, jest Tom Marvolo Riddle. Pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Jest naprawdę kochany i opiekuńczy. Nie jest takim, jakim go malują w tych szmatłowcach i jak mówi ten chory szaleniec Dumbledore. Jest zupełnie inny. Odziedziczyłaś po nim charakter. Obserwuję Cię od początku i wiem, że jesteś uparta, zawsze stawiasz na swoim i masz cięty język. Ale jesteś też delikatna i uczuciowa – zupełnie jak Twój ojciec. Po mnie odziedziczyłaś wygląd. Pewnie się zastanawiasz jak to się stało, że jeszcze wczoraj wyglądałaś inaczej. Otóż rzuciłam na Ciebie zaklęcie, żeby Drops się nie zorientował, ze to ty jesteś moją i Toma córką. Zależy mu na Twojej mocy i będzie szedł po trupach żeby ją zdobyć.
- To jest takie nierealne – zaczęła Hermiona – Ale wierzę Ci… mamo – gdy powiedziała słowo mamo, w oczach Katriny pojawiły się łzy, Chwilę potem przytulała swoją małą córeczkę.
- Powinnaś być głodna, w końcu wczoraj jadłaś tylko śniadanie – stwierdziła kobieta – Groszku ! – krzyknęła, a przed nią zmaterializował się skrzat w czarnej muszce w białe groszki.
- Hermiono, to jest Twój prywatny skrzat Groszek. Wiem jak martwisz się o te stworzenia i zapewniam Cię z czystym sercem, że są one u nas traktowane po królewsku – oznajmiła i zwróciła się do skrzata – Groszku, to jest Hermiona, Twoja nowa pani. Proszę przynieś Mionie gorące kakao, kilka gofrów i truskawki – poprosiła, a skrzat zrobił ukłon i teleportował się do kuchni. Po krótkiej chwili pojawił się ze srebrną tacą ze śniadaniem. Odstawił ją na biurko i zniknął.
- Częstuj się kochanie.
Dziewczyna sięgnęła po pierwszego gofra, a po nim były kolejne. Po piętnastu minutach na tacy został pusty talerzyk, pusta miseczka i pusty kubeczek.
- Widzę, że Ci smakowało. To dobrze. Ja teraz muszę już iść, ale później do Ciebie przyjdę. Aha. Mam dla Ciebie mały prezent – oznajmiła i wyszła z pokoju, a po chwili wróciła z małym, białym pudełeczkiem obwiązanym czerwoną wstążką.
- Och, ale nie trzeba było… - Hermiona była zawstydzona. Poniekąd polubiła swoją nową mamę, ale żeby dawać jej prezent ? Tak od razu ?
- Hermionko, to jest Twój prezent na powitanie Cię w nowym domu – powiedziała jej matka, wciskając jej w ręce pakunek. Nastolatka otworzyła wieczko. Jej oczy rozbłysły.
- Och ! – westchnęła. Podniosła małą kuleczkę przed twarz – Jaki ty jesteś śliczny koteczku.
Kot rzeczywiście był piękny. Było to klasyczny syjamski kotek, z oczkami niebieskimi jak dwa koraliki.
- Dam Ci na imię… Mila – zadecydowała nastolatka, tuląc kotka. – Dziękuję mamo – podziękowała rodzicielce i wróciła do tulenia kociątka. Katrina patrzyła na to z rozczuleniem. Kochała swoją córkę bardziej niż to mogłoby się wydawać. A ten szaleniec Drops, nie zdawał sobie z tego sprawy, że ich miłość będzie aż tak wielka. Pewnie myślał, albo nadal myśli, że Hermiona ucieknie, że nie będzie chciała takiej rodziny. Cóż… Bardzo się mylił, lub myli. Mimo, że w głowie dziewczyny panuje kompletny chaos, zaufała swojej mamie. A także trochę ufa Narcyzie Malfoy, która wczoraj jej obiecała, że nie pozwoli jej skrzywdzić.
Pani Riddle niezauważalnie wyszła z pokoju, zostawiając córkę z jej nowym pupilem. Cieszyła się, że dziewczyna jej zaufała. Wiedziała, że nie będzie łatwo i że Hermiona na początku będzie się stawiać – to było nieuniknione. Niemniej jednak troszkę się zdziwiła, gdy ona tak od razu powiedziała do niej mamo. Kobieta wiedziała, że to dla niej trudne. W końcu przez przeszło szesnaście lat miała inną matkę, a teraz nagle okazuje się, że to była zupełnie obca jej kobieta, niezwiązana z nią więzami krwi. Tak samo było z ojcem. Katrina obawiała się relacji Toma i Hermiony. Wiedziała, że łatwo nie będzie – ta dwójka jest bardzo uparta. Nie odpuszczą tak łatwo. Będą z nimi problemy, ale kobieta kocha ich bardzo mocno i postara się, żeby ta dwójka była dla siebie jak ojciec i córka. Ona już się tym zajmie.

***

Po tym jak Hermiona została sama ze swoim pupilem, bawiła się z nim na dywanie, wyczarowała mu miseczki na wodę i jedzenie, posłanie, kuwetę, drapak i kilka zabawek.
Po dwu godzinnej zabawie, kotka zasnęła na łóżku nastolatki, a jej właścicielka miała trochę czasu dla siebie. Sięgnęła więc po czytaną wcześniej książkę i ponownie zatopiła się w jej treści. Jednak po kilku stronach odłożyła ją. Nie potrafiła się skupić. Jej mózg z wolna przetwarzał wszystkie informacje. Jest córką Voldemorta… Ma na nazwisko Riddle… Jest wrogiem Zakonu… Zaraz ! Jej przyjaciele ! Co ona im powie ?! Przecież oni ją znienawidzą ! Uspokój się kretynko ! To Twoi przyjaciele. Harry na pewno zrozumie. Z lekka się uspokoiła, ale panika i strach nadal wypełniały jej ciało i umysł. Nie mogła stracić tak bliskich jej osób. Już wystarczyło, że straciła tych mugoli, którzy byli jej bliscy. Tęskniła za nimi, mimo że się okazało że to nie są jej prawdziwi rodzice. Gdyby straciła przyjaciół, załamałaby się. Mogłaby sobie znaleźć nowych znajomych, ale to nie byłoby to samo. Rona, Harry’ego i Ginny znała od wielu lat. Tej znajomości nie dałoby się zastąpić. Chyba. A jeśli oni jednak by się na nią obrazili i uznali ją za wroga ? Co miałaby zrobić ? Zaprzyjaźnić się ze Ślizgonami ? Taka opcja w ogóle nie wchodzi w grę. Po pierwsze: To są Ślizgoni ! A po drugie: Oni mieliby się z nią zaprzyjaźnić ? Po tylu latach wzajemnej nienawiści ? Wolne sobie. Prędzej ogoli się na łyso, niż zaprzyjaźni się z jakimś uczniem Slytherinu. Ciekawe jak zareaguje Malfoy… Taka myśl pojawiła się w jej głowie. Zainteresowała się tym. W końcu on ją obrażał i wyśmiewał się z niej przez te wszystkie lata. To właśnie przez niego przepłakała tyle nocy. Nie wiedziała dlaczego reagowała tak na jego słowa. Inni mogli ją wyzywać, ale to jego słowa bolały ją najbardziej. Może to miało związek z jej młodzieńczą miłością do niego w wieku jedenastu, dwunastu i trzynastu lat. Później wrzucała sobie, jak mogła zakochać się w takim dupku ? To było niedorzeczne, jednak to było tylko szczenięce zauroczenie – przynajmniej tak jej się wydawało. Wyrzuciła go ze swojej głowy, ale jakaś cząstka tego uczucia w niej pozostała. Czasem się odzywała. Kiedy go widziała, jej ręce wilgotniały, a serce delikatnie przyśpieszało swój rytm. Nie mogła nad tym zapanować i to jej się nie podobało. Nie mogła przecież czegoś czuć do tego dupka, dręczyciela szlam – to by było nieetyczne. Jak by to wyglądało ? Arystokrata i szlama ? Inni by pękli ze śmiechu.
Ale z drugiej strony… Jest czystokrwistą czarownicą. I to jak czystokrwistą. Jej rodzicami są Katrina Black – Riddle i Tom Marvolo Riddle. Może teraz to by miało jakiś większy sens ? O czym ty myślisz dziewczyno ?! Skarciła się w duchu. To nadal pozostaje Twój wróg. Czystość krwi tu nic nie zmienia. Ale muszę przyznać, że te jego niebieskie oczy są cudowne. Ostatniej myśli Hermiona musiała przyznać stu procentową rację. Jego oczy były naprawdę śliczne. Dobra, STOP ! Dosyć tego ! Więcej o nim nie myślę !
Wstała z fotela i rzuciła się na łóżko obok Mili, zamykając oczy i oczyszczając umysł z wszelkich myśli. Tego potrzebowała w tym momencie – oczyszczenia umysły z zbędnych myśli i „rozkmin”, nad zbędnymi sprawami, które nie powinny ją obchodzić.
***
Hejo Misiaki :*
Mamy rozdział 2 :) Nie jest on jakiś mega genialny i nie wiadomo jaki, ale jest. Jestem już w trakcie pisania rozdziału trzeciego. Myślę, że do 20 lipca się wyrobię, ale nic nie obiecuję. Możliwe, że dzisiaj już bym była w połowie, ale idę na imieniny do babci i muszę się dobrze przygotować, bo będzie tam moja ciocia którą ostatnio widziałam w wieku czterech lat, z wzajemnością. Chcę żeby to było wyjątkowe spotkanie :p
Buziaki, Weruu :*

1 komentarz:

  1. Kochana moja Weruu... To jest ZAJEBISTE! Błagam rusz się z 4 rozdziałem :3 Buziole od Oli i Nati ;*

    OdpowiedzUsuń